czwartek, 30 stycznia 2014

Nastrojowo..

No i po co było tyle krzyku? Zły humor minął, wątpliwości również, jest wręcz idealnie.
Kobieta zastanawia się nad ciążą, wychowywaniem dziecka i miliardem innych spraw zamartwiając tym wszystkich wkoło.. i nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie mały drobny fakt - mija jej to po 5 minutach! O tak, to właśnie w ciąży "kocham" najbardziej, łzy, zadręczanie siebie i innych, żeby po 5 minutach stwierdzić, że kurde nie jest tak źle.

Wracając do błogosławionego stanu jakim jest ciąża (ten kto wymyślił to określenie najwyraźniej w ciąży nigdy nie był), młody kopie jak szalony.. coraz częściej zastanawiam się czy ten dzieciak po prostu nie wie, że wychodzi się dołem a nie górą. Moja mamuśka stwierdziła, że sama robie dziecku zamęt w główce mówiąc do niego "nie wychodź, zima idzie, co będziesz marznął", żeby po uroczym kopniaku w żebra wykrzyczeć "wyłaź do cholery ile można na Ciebie czekać?!".. Tak mijają kolejne urocze dni, a we mnie jest tylko jedno pytanie czy zdążę pójść 5tego na egzamin, czy mały wywinie mi numer i owy dzień wybierze sobie celem naszego spotkania.

Więc leci sobie już 38,39,40? (żebym to ja wiedziała na 100% który) tydzień i czekam na "Małego". O 11 KTG - uwielbiam ten moment kiedy "mały" niczym zawodowy bokser ma podczas badania jeden.. no może dwa cele:
1. uderzać w czujnik przez całe 30 minut, bo nic mnie uciskać nie będzie, a co!
2. bawić się w "niech cała przychodnia słyszy jak mi bije serducho" - Położna zwiększa głośność aparatu i wychodzi przyjmować inne pacjentki a "mały" daje czadu tak, że słychać go chyba na końcu miasta, kiedy tylko położna się zbliża "mały" uspokaja się tak, że ta znowu zwiększa głośność aparatu a ja modle się tylko o to, żeby badanie jak najszybciej się skończyło, bo od szeleszczenia, tupania, bicia serducha jak uderzanie w jakiś dzwon, mam napady śmiechu i bóle głowy.
Moje drobne spostrzeżenia w tym okresie ciąży? Niby w książkach i poradnikach piszą, żeby wsłuchiwać się w swoje ciało, że kobieta będzie wiedziała kiedy przyjdzie moment porodu a ja?! Ja mam jakiś niestandardowy organizm. Tydzień temu miałam bolesne skurcze przepowiadające i z dumą podpięta pod KTG twierdziłam, że za kilka dni urodze i co? NIC. W środę czując się pełna wigoru dałabym sobie ręke uciać, że na KTG nic nie wyjdzie i co? Nie miałabym już ręki. Lekarz ku mojemu wielkiemu zdziwieniu stwierdził, że są skurcze mieszczące się na granicy normy -.- i mam przyjść w piąteczek.

Rada ostatniego trymestru:
to co czujemy to jedno, to co wyczytamy drugie, a wszystko i tak zależy od tego "małego ktosia" który postanowił zamieszkać w naszym brzuszku.


niedziela, 26 stycznia 2014

Wątpliwości

To już końcówka ciąży a we mnie jest więcej wątpliwości niż było na początku. Niczego mi nie brakuje, mam kochanego mężczyznę, wsparcie rodziny.. jednak nie czuje się matką. Wiele moich koleżanek od samego początku ciąży kochało swoje maleństwo - czasami nawet bardziej niż swojego męża. Ja zaczynam być przerażona macierzyństwem. Nie czuje się na to gotowa, czy to czyni ze mnie złą osobę?
Nie wierze, że za kilka miesięcy powiesz do mnie "mamo", że będe za Ciebie odpowiedzialna i dopiero wtedy zrozumiem troskę rodzica względem dziecka.

Czy strach jest normalny? Do tej pory szukam odpowiedzi na moje pytanie.